Teraz czytasz
Us: Tropy interpretacyjne

Uwielbienie horroru jako gatunku nierozerwalnie wiąże się z akceptacją występującej w nim powtarzalności. Sposób, w jaki twórca potrafi (lub nie) ją okiełznać, na ogół świadczy o jego talencie (lub jego braku). Ale okiełznanie bywa mylone z zaskakiwaniem, dlatego „mistrzami” gatunku często zostają wyrobnicy z dobrą bajerą – weźmy Jamesa Wana. Tymczasem miarą horroru potrafi być nie jego zakończenie, a prolog (i to, jak ze sobą współgrają).

Ten z filmu Peele’a jest znakomity. Leniwie sunąca kamera prowadzi nas przez kolejne sceny – oglądanie telewizji, wizytę w lunaparku i gabinecie luster – a każda z osobna i wszystkie razem skutecznie sieją ziarno niepokoju. Sam dobór taśm VHS z pierwszego ujęcia – są wśród nich „C.H.U.D.”, „A Nightmare on Elm Street”, „The Man with Two Brains” – stanowi rodzaj podpowiedzi, co do elementów składowych filmu (potwory, koszmary, rozszczepienie), a to, że małą Adele widzimy wtedy w odbiciu telewizora, zupełnie jakby płynące z niego treści ją posiadły, wydaje się nie bez znaczenia.

W tych pierwszych minutach przyjmujemy jej perspektywę: gdy odwiedza wesołe miasteczko, kamera pozostaje nisko zawieszona, przez co wszystko wokół wydaje się bardziej niesamowite i przytłaczające. Jej trauma rozlewa się na resztę filmu: rzeczywistość staje się gabinetem luster, zaś Adele już do końca pozostaje bohaterką niespokojną, dziwnie oderwaną, rozproszoną. W tym sensie, finalny twist nie jest tylko twistem – jest uzupełnieniem jej historii, uwolnieniem, mającym emocjonalny ciężar, jakiego tzw. zaskakujące zakończenia często nie potrafią dostarczyć.

Jordana Peele’a, jak każdego autora ze zdefiniowaną obsesją, interesuje opowiadanie wciąż tej samej historii. Tropów i znaczeń jest tu całkiem sporo, ale „Us”, podobnie jak wcześniej „Get Out!” i dziesiątki skeczów z „Key & Peele”, w pierwszej kolejności mówi o utracie tożsamości. A konkretnie: o LĘKU przed utratą tożsamości. W skeczach działa to bardzo różnie, ale już w obu filmach punkt wyjścia jest podobny: bohaterowie – czarni, wolni, niezależni – śnią na jawie swój największy koszmar. Ich życiem wstrząsa irracjonalna siła, odbierając im mentalną, fizyczną i społeczną stabilizację, ograbiając ze wszystkiego, co stanowiło o ich „ja”. Da się to czytać jako projekcję umysłu, załamanej jaźni. I „Us”, i „Get Out!”, uchylają furtkę dla takiej interpretacji.

W tym sensie, dorosła Adele wciąż tkwi w swoim gabinecie luster, a Chris nigdy nie opuścił fotela w salonie niedoszłych teściów. Do traumy dochodzi, gdy mają skonfrontować się ze sobą (przed lustrem / podczas hipnoterapii), a lęki, jakie da się wyczytać z ich głów, okazują się typowe dla pokolenia Black Lives Matter: presja spełnionego, szczęśliwego życia oraz obawa przed utratą społecznego statusu i wiążących się z nim przywilejów. A tożsamościowy kryzys się pogłębia: Chris nie mógł ufać białym, Adele nie może zaufać nawet sobie samej.

„Us” jest wypadową dwóch wielkich obsesji Jordana Peele’a – serialu „The Twilight Zone”, który już u zarania łączył niesamowitość z podtekstami, oraz Kubrickowskiego „The Shining” – filmowego labiryntu, w którym groza przenikała się ze znaczeniami, tymi faktycznymi i tymi rzekomymi. Peele nigdy nie krył się ze swoimi fascynacjami. Wywiadów towarzyszących premierze „Us” udzielał przebrany za Jacka Torrance’a, a jego portfolio producenta niedawno powiększyło się o, tak, tak, nową wersję serialu Roda Serlinga.

Pod wieloma względami „Us” jest więc pełnometrażowym odcinkiem „The Twilight Zone” i nową wersją „The Shining”: to teatr niesamowitości, w którym grozę napędzają ukryte znaczenia. Z tą różnicą, że wcale nie są ukryte. „Us” jest filmem-pułapką, dowodzącym, z jaką łatwością rodzą się treści naddane i z jaką łapczywością współczesny, przesycony popkulturą widz ich poszukuje. Zaczerpnięty od Kubricka dualizm staje się wytrychem: skoro lejtmotywem jest tu dwoistość, to wszystko musi mieć ukryte znaczenie.

Czy „Us” to także „U.S.”? Czy pojedyncze czarne króliki pośród licznych białych są tam przypadkowo? Co wśród taśm VHS robi ta najmniej do nich pasująca – „The Right Stuff”? Które ze składowych filmu są tu rozmieszczone w określonym celu, a którym nadaliśmy nowy sens? Jeśli odłożyć na bok inklinacje rasowe, „Us” mówi prostą prawdę: rzeczywistość czasem nie nadąża za naszymi mózgami. Tu z pomocą raz jeszcze przychodzi ujęcie z początku filmu, z małą Adele odbijającą się w telewizorze, pochłoniętą (pożeraną?) przez płynące z niego treści. To, mrug-mrug, my.

„To my”, 2019; dystrybucja kinowa w Polsce: UIP, 2019

Pokaż komentarze (0)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

© 2019 POP GLITCH. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Scroll To Top