Teraz czytasz
Pork Chop Hill

Pork Chop Hill

Wojna jako krwawica. Ostatni z eposów wojennych Lewisa Milestone’a opowiada o niesławnym epizodzie z Wojny Koreańskiej – zdobyciu tytułowego kawałka ziemi o znikomej wartości strategicznej, okraszonym licznymi stratami po obu stronach. Milestone rzuca nas w środek konfliktu: nie mija 10 minut, gdy wspinamy się stromym wzgórzem z Gregorym Peckiem i jego ludźmi. Ich przeprawa ma coś z drogi krzyżowej: jest męczeńskim zrywem, w trakcie którego żołnierzy opuszczają siły, wiara, złudzenia. Idą na śmierć, by coś udowodnić, gdy kilometry dalej ONZ negocjuje z Koreą i Chinami przy gorącej kawie.

To najlepszy film wojenny Milestone’a od czasu „All Quiet on the Western Front”: ambiwalentny w wymowie, wyczulony na detale, unikający, na ile to możliwe, oczywistości. Całość rozegrana jest na szerokich planach, z niewielką ilością zbliżeń, co dobrze podkreśla panujący tam chaos i znój. Uwagę zwraca rasowe zróżnicowanie: druga co do ważności postać ma japońskie korzenie, dobrze wyeksponowani są dwaj czarni żołnierze (każdy z innego powodu), a propagandowy naganiacz po stronie Korei, nadający przez megafon zniechęcające Amerykanów komunikaty, do końca zachowuje ludzką twarz.

Historyczne przekazy sugerują, że Peck, którego firma wyprodukowała „Pork…”, próbował wpływać na kształt filmu. Otoczył się nieznanymi twarzami, by pozostać lepiej widocznym. Chciał być bardziej bohaterski, podczas gdy Milestone’owi zależało na wrażeniu rezygnacji, klęski. Ostatecznie z filmu wycięto ok. 20 minut, a finał ma podniosłą, lekko patetyczną wymowę. Ale los, jak to bywa, wyciął Peckowi numer. Z dzisiejszej perspektywy ci „nieznani” – Guardino, Torn, Peppard, Strode, Blake, Landau, Stanton, i jeszcze paru, każdy u progu kariery – kradną mu scenę za sceną.

„Pork Chop Hill”, 1959. Reż. Lewis Milestone. USA, 97′

Pokaż komentarze (0)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

© 2019 POP GLITCH. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Scroll To Top