Teraz czytasz
Peter Fonda (1940-2019)

Peter Fonda (1940-2019)

Uwikłany w kontrkulturę i kino niskonakładowe, Fonda nie został spadkobiercą legendy swojego ojca Henry’ego – jednej z najbardziej krystalicznych postaci starego Hollywood. Nie w stopniu, w jakim zrobiła to jego siostra Jane. Peter zawsze był ich żywym przeciwieństwem: wyrzutkiem i nonkonformistą, poszukiwaczem i włóczęgą.

Jego kariera mogła potoczyć się inaczej: zaczynał od rólki w sztampowej komedyjce i nominacji do Złotego Globu dla „najbardziej obiecującej nowej gwiazdy”, ale „zepsuł” go Robert Rossen, jeden z wielkich kontestatorów Hollywoodzkiego ładu. Rossen dał mu angaż w „Lilith”, opowieści o obłędzie i pożądaniu rozegranej za drzwiami psychiatryka. Pokazał mu, że kino może wyglądać inaczej. Być bardziej ryzykowne. Trudne. Gdy pięć lat później Fonda wraz z Dennisem Hopperem, Jackiem Nicholsonem i bandą zapaleńców kręcił „Easy Ridera” – kontrkulturową kapsułę epoki – sam był już jej ikoną.

Zażyłości z Cormanem i Beatlesami, eksperymenty z LSD, udział w zamieszkach na Sunset Strip, role w wywrotowych „The Wild Angels” i „The Trip” – młody Fonda utożsamiał bunt, na ekranie i poza nim. Można się zastanawiać, jaki wpływ miały na niego dwie artystyczne klęski z początku lat 70.: nakręcił wtedy niedoceniony quasi-bitnikowski western („The Hired Hand”) i wziął udział w reżyserskiej katastrofie Hoppera („The Last Movie”). Klęska tych marzycielskich, autorskich przedsięwzięć, które zrehabilitowano dopiero wiele lat później, mówi dużo o pozorach swobody artystycznej i kapryśnych gustach publiczności.

Czy to dlatego, gdy inni z jego pokolenia zostali twarzami Nowego Hollywood, on wolał grać w eksplojtach – filmach o małych budżetach i małych ambicjach? Nie można powiedzieć, że poszedł na łatwiznę. Najlepszym jego akcyjniakiem z tego okresu nieodmiennie pozostaje „Dirty Mary, Crazy Larry” – film prawdziwie Fondowski, z wywrotowym, antygatunkowym finałem.

Później – w latach 80., 90. i ostatnich dekadach – różnie bywało z jego karierą, ale nie z wizerunkiem. Fonda pozostał wierny sobie. Wiecznie na kontrze. Dobrym, choć przedwczesnym podsumowaniem jego persony jest rola w „Ulee’s Gold” z 1997, gdzie wcielił się we wdowca, weterana wojny wietnamskiej, który musi poskładać do kupy rodzinę, od której się oddalił. Filmem, który zwiastował jego odejście i który również można czytać w kontekście jego kariery był „The Ballad of Lefty Brown” sprzed dwóch lat. Peter gra tam podstarzałego ranczera o dobrym sercu, mentora tytułowego Lefty’ego. W jednej z pierwszych scen zostaje zabity, a świat, który z mozołem budował, okazuje się nie mieć spadkobiercy, kontynuatora.

Fakt, iż postać tę zagrał właśnie Fonda, zyskuje drugie dno, przypomina, że duch „Easy Ridera”, wpisanej weń niezgody i goryczy, pozostaje żywy. „Spieprzyliśmy to” – mówił Fonda w finale tego filmu.

Na zdjęciu: Fonda w „The Wild Angels”, 1966

Pokaż komentarze (0)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

© 2019 POP GLITCH. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Scroll To Top