Teraz czytasz
Krótko: Astonishing X-men

Krótko: Astonishing X-men

Joss Whedon przejął X-men krótko po Grancie Morrisonie. To wyzwanie: Morrison, geniusz-mizantrop, wielki rekonstruktor światów, wprowadził mutantów w nowe stulecie, przekłuwając bańkę, w której dotąd żyli. Był szalonym chirurgiem, z lubością grzebiącym w głowach swoich bohaterów: konfrontował ich z wypieranymi lękami i poddawał traumom, kreśląc im przedpole na kolejne dwie dekady.

Późniejsi scenarzyści, od Brubakera i Bendisa, po Remendera i Lemire’a, odziedziczyli po nim popękany świat, w którym o sile grupy (i losach świata!) decydowały zadawnione urazy. Run Whedona, stojący pomiędzy psycho-jatką Morrisona a dzisiejszymi seriami, jest rodzajem balsamu: od lęków Whedon woli pragnienia, dlatego z przeszłości wybiera to, co jego bohaterom pozwala pójść do przodu: Genoshę, Colossusa, Cassandrę Novę. Jego X-men często dostają to, o czym od dawna marzyli – pogodzenie ze sobą, uczuciowe spełnienie, spokój ducha – a czego brak od lat wyznaczał orbitę ich losów. Czasem muszą to stracić, kiedy indziej zapłacić wysoką cenę, ale każda taka konfrontacja jest swoistym uwolnieniem.

A wszystko to w historii, która kończy się… lecącym w stronę Ziemi dwudziestokilometrowym pociskiem. Szczęśliwie, całość opiera się na równowadze: interakcje między bohaterami, te jawne i te parapsychiczne, te na korytarzu i te w sypialni, decydują o stawce spektaklu i naszym w niego zaangażowaniu. Dojrzałość, z jaką Whedon prowadzi X-men przez trudne emocje, ale też precyzja, z jaką John Cassaday potrafi je rozrysować, czynią ich bohaterów, po prostu, ludzkimi.

„Astonishing X-men”, 2004-2008; polskie wydanie (II): Mucha Comics, 2018/2019

Pokaż komentarze (0)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

© 2019 POP GLITCH. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.