Teraz czytasz
Alita: Battle Angel

Alita: Battle Angel

Alita…” to baśń w cyber-dekoracjach. Tytułowa bohaterka jest Śpiącą Królewną, Alicją po drugiej stronie lustra, Dorotką z Kansas; każdą z nich po trosze. Nieważne, że ma ciało i umysł zabójczyni – nie ma jej pamięci. Jej niewinność jest tak głęboka jak duże są jej oczy. I jak każda baśniowa bohaterka, Alita musi przemierzyć wrogi jej świat, poznać siebie i zmierzyć się ze swoim żywym przeciwieństwem.

Zaczynamy na złomowisku, co ma sens: Robert Rodriguez jest złomiarzem popkultury. Ale w odróżnieniu od swojego kumpla Quentina częściej niż skarby wygrzebuje z niej, cóż, zwykłe śmieci. Wizualnie „Alita…” jest więc śmietnikiem sci-fi, poklejonym bez większego pomyślunku z, jak wszystko od 40 lat, pozostałości po „Blade Runnerze”, Arthura C. Clarke’a i, co jest już normą, post-Bayowskiego porno. Szczęśliwie koncept tego świata jest lepszy od jego wyglądu. Mangowy pierwowzór opętał Jamesa Camerona: choć tu jest tylko producentem i współscenarzystą, przez długie lata nigdy nie porzucił myśli o jego adaptacji. To zrozumiałe: „Alita…” jest typowo Cameronowskim koszmarem o przyszłości wybrukowanej kośćmi maluczkich.

Wszystko, co w filmowej wersji dobre, wywodzi się wprost od niego. Wiszące wysoko w przestworzach miasto uprzywilejowanych wypluwa z siebie robo-szczątki z tą samą obojętnością, z jaką Terminatory kroczyły po ludzkich czaszkach w scenie otwierającej „Judgment Day”. To świat, który dzisiaj jest nam bliższy niż kiedykolwiek: zniszczony wojnami, degradacją ekosystemów i ekonomicznymi zapaściami. Gdzieś pośrodku tego bałaganu odnajduje się Alita, której mózg był uśpiony przez ostatnich 300 lat. W tym sensie jest posłanką naszych czasów, wrzuconą w króliczą norę, na której końcu nie ma magicznych światów i zaczarowanych krain. Jest tylko przyszłość.

„Alita: Battle Angel”, 2019; dystrybucja Blu-ray/DVD w Polsce: Imperial CinePix

Pokaż komentarze (0)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

© 2019 POP GLITCH. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Scroll To Top