Teraz czytasz
Jett: Jak smakuje twoja cipka?

Kanwą „Jett” mogłaby być któraś z post-pulpowych sensacji Elmore’a Leonarda. Jest tu wszystko, co dla nich typowe: neo-noirowy setting, seks i przemoc będące walutą, twardo nakreślone postaci, kąśliwe dialogi i tak lubiana przez Leonarda gra punktami widzenia. Obecność Carli Gugino niewątpliwie sprzyja skojarzeniu: półtorej dekady temu zagrała tytułową rolę w „Karen Sisco”, serialu opartym na bohaterce zaciągniętej wprost od Leonarda. Podobała mu się jako Sisco i spodobałaby się jako Jett: jest tak samo twarda, seksowna i przebiegła. Więcej: to pełnej krwi antybohaterka, stale przekraczająca ustalone granice.

Jak mówi sama aktorka: „[W przeciwieństwie do męskich antybohaterów] kobieta musi mieć usprawiedliwienie dla swojego zachowania. Czy została skrzywdzona w dzieciństwie? Ma fobię społeczną?”. Jett nie potrzebuje powodów. Jest produktem swojego świata nastawionym na przetrwanie. Ukradnie, wykorzysta, nawet zabije, jeśli będzie wymagała tego sytuacja. Ale nie jest nikczemna – wszystko, co robi, robi dla córki, krzywdząc tylko tych, którzy im zagrażają. Lub tych, którzy skrzywdzili ją.

Krzywda pozostaje lejtmotywem „Jett”, zakodowanym w niemal każdym wątku, którego bohaterką jest kobieta (zresztą nie tylko). Te otaczające Jett wpisują się w jeden typ – ofiary, która przetrwała. To interesujące postaci i dobre role: Phoenix (Gaite Jensen) ciałem odrabia dług u brata; Marię (Elena Enaya), zerwaną ze smyczy kartelu, zabija choroba; Rosalie (Lucy Walters) jest ofiarą przemocy domowej; najsilniejszą z nich, cyniczną glinę Josie (Jodie Turner-Smith), ogranicza rola kochanki. Wszystkie one żyją w świecie, którego zasady ustalili mężczyźni. Dopiero uczą się rozpychać w nim łokciami.

Jett, eks-złodziejka, ale też matka, kochanka, przyjaciółka, wpełzła w każdy jego zakamarek, poznała każde czające się w nim zagrożenie. Wie, jak sobie radzić. Dla kobiet ze swojego otoczenia stanowi dowód, że można inaczej. Inspiruje je do działania, do nieposłuszeństwa, do przejmowania kontroli. Jest kotem, to nie ulega wątpliwości: wiecznie wyniosła, chodzi własnymi ścieżkami, zwodzi i manipuluje, by najlepiej wykorzystać każde z dziewięciu danych jej żyć. Jej fizyczność, seksualność, choć sama czerpie z niej przyjemność, jest bronią. Jak w piosence Nancy Sinatry: „Te buty są do chodzenia / Kiedyś przejdą po tobie”.

„Jett” jest autorskim tworem Sebastiana Gutierreza, partnera Gugino od dwóch dekad, od tylu też piszącego dla niej role femme fatales. To ich dziewiąty wspólny projekt, a Daisy „Jett” Kowalski jest krańcowym wyrazem uwielbienia, jakim twórca może obdarzyć muzę. Gugino zawsze dobrze czuła się na styku kryminału i komiksu (by wymienić tylko: „Jaded”, „Snake Eyes”, „Sin City”, „Watchmen”); wypracowała sobie nawet personę – kobiety w tarapatach, która, wbrew gatunkowemu przykazowi, sama musi znaleźć sposób, by spaść na cztery łapy. Wielu reżyserów potrafiło nią pokierować, ale żaden nie znał jej, jak zna ją tylko Gutierrez.

Siła postaci płynie z tej wiedzy: Jett jest harda i zdeterminowana, bo tak widzi Gugino jej partner. Czasem wdaje się z nią w otwarty flirt. Jak w scenie z konającym oprychem, frajerzyną spoza ligi Jett, który zawsze biegał za nią z wywieszonym jęzorem. Zdesperowany, pogodzony pyta: „Jaki smak ma twoja cipka?”. Jett nic mu nie jest winna, ale spełnia to ostatnie życzenie. „Lata” – odpowiada. Ta wymiana zdań mówi o niej wiele, ale jeszcze więcej o tym, co poza kadrem. Gdy mężczyzna pisze taką kwestię swojej kobiecie, a ona wypowiada ją tak, jak tutaj, świadczy to o ich dogłębnym poznaniu. O tym, także!, jest ten serial.

„Jett”, 2019; dystrybucja VOD w Polsce: HBO GO

Pokaż komentarze (0)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

© 2019 POP GLITCH. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Scroll To Top