Teraz czytasz
Into the Spider-verse: Pop i meta-

Każda z dotychczasowych wersji Spider-Mana robiła coś dobrze. U Raimiego działał sentyment, Webb czuł nerdozę, zaś Watts, najlepszy w stawce, nadążał za zmieniającymi się realiami i, co najważniejsze, jako jedyny nie zbłaźnił się wyobrażeniem współczesnej nastoletniości. W najnowszym „Into the Spider-Verse” jest wszystko to i coś dodatkowo: zrozumienie popkultury i różnorodności jako napędzającej ją siły.

Pop-czynnik jest tu bulgoczącą miksturą estetyk i tekstur, frenetycznym kolażem, w którym stare łączy się z nowym, a bezpieczne ze śmiałym. Wprawiony w ruch komiks bywał już samoświadomy (onomatopeje, podział na kadry, czwarta ściana – wszystko to znamy, np. z „The Lego Batman”), ale to pierwszy raz, gdy jest też otwarcie intertekstualny. „Into the…” prowadzi dialog ze sobą i medium, stale eksploruje jego granice, zaś dyskutując o własnych składowych, na zmianę kpi i hołduje. Wiele mówi już sekwencja otwierająca, nawiązująca do popkulturowego statusu Spideya i śmiejąca się z drogi, jaka go do niego zawiodła.

Dystans i wywrotowość są tu fundamentem. Dość powiedzieć, że komiksowe Spider-wersum było sprzedażowym hitem – superproduktem scalającym rynkowe trendy i oczekiwania. W wersji filmowej jest inaczej: w bój rusza ekipa wyrzutków, jakiej Marvel dotąd nie widział. Z bogatego materiału źródłowego twórcy „Into the…” odłowili mniejszości i aberracje, z których każda reprezentuje jakąś formę nieuprzywilejowania. Uprośćmy to do słów-sloganów: przegraniec, dziewczyna, zwierzę, imigrantka, weteran. Na ich czele staje nastoletni Miles – bohater, który sam w sobie jest sumacją problemów współczesności: ma czarnego ojca i matkę Latynoskę, zmaga się z nieprzystosowaniem i kryzysem autorytetów, rozdarty między pasją a powinnością, podczas gdy system powoli zabija jego ducha.

Od czasu Raimiego utarło się, że „Spider-Man” musi być dysputą o odpowiedzialności, która przychodzi z wielką mocą. Ale o tym jest każda opowieść superbohaterska. Tymczasem w swoich najlepszych momentach perypetie komiksowego Spideya, kim by akurat nie był, zyskiwały inspirujący nadpis: superbohaterem może być każdy, a linia frontu przebiega wzdłuż sztucznie narzuconych ograniczeń. Tu idea ta po raz pierwszy zyskuje właściwą podbudowę, a fakt, iż naprzeciw bohaterów staje Wilson Fisk, biznesmen-psychopata, masa kipiącej nienawiści odziana w drogi garnitur, jest wymownie symboliczny.

„Spider-Man: Uniwersum”, 2019; dystrybucja Blu-ray/DVD w Polsce: Imperial CinePix

Pokaż komentarze (0)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

© 2019 POP GLITCH. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Scroll To Top